piątek, 7 października 2016

Browar Fortuna - Komes Porter Malinowy

Porter bałtycki z browaru Fortuna, z dodatkiem zagęszczonego soku

Browar Fortuna ma zasadniczo jedno, niezwykle wysoko cenione piwo, w morzu tych raczej przeciętnych. Jest nim oczywiście porter bałtycki z linii Komes. Uczciwie przyznam, że nie mam do niego szczęścia - albo trafiam na egzemplarze dla miłośników heavy metalu (czytaj: sporo żelaza w smaku i aromacie), albo mocno alkoholowe. Wierzę jednak, że są na tym świecie ludzie, którym udaje się ustrzelić dobre, a nawet rewelacyjne warki tego piwa ;-].

Po opublikowaniu informacji, że oto niebawem do sklepów trafią trzy nowe piwa z linii Komes, zacząłem niecierpliwie zerkać na półki tych, w których standardowo robię piwne zakupy. Wypatrywałem przede wszystkim właśnie jego - porteru/portera (nikt mi nie powie, że błędnie odmieniam, poprawną wersję wybierz sobie sam ;-]) uwarzonego z dodatkiem soku malinowego. To w nim oczyma wyobraźni widziałem piwo doskonałe...

Mój zapał ostudził nieco Bartek Nowak, który w videorecenzji (kliknij tutaj, i obejrzyj - warto!) zwrócił uwagę na to, że piwo jest dość mocno słodkie. To trochę dziwne, zwłaszcza że browar Fortuna twierdzi, iż dodał soku już w trakcie warzenia - drożdże powinny więc mieć prawdziwą ucztę na dodatkowych cukrach, i nie zostawić słodyczy. Ale to nadal nie ostudziło mojego zapału - chciałem porteru / portera bałtyckiego z sokiem malinowym, więc mam.

I mam też zaklejone słodyczą usta...Ale po kolei.

Zapach jest jednoznacznie i zdecydowanie zdominowany przez syrop malinowy. Nie maliny, i nie sok malinowy - syrop. Wrażenie jakby ktoś przed zakapslowaniem dolał słuszną dawkę tegoż do butelki. Gdy już przebrniesz przez malinową zawiesinę, to dotrzesz do aromatu czekolady, kakao, wanilii, i alkoholu. Oho, znaczy się syropek dla dorosłych, bo stężenie nie wskazuje na ten przeciwkaszlowy, co to potrafi dotrzeć do dziecięcych płucek i nie zatrzymać ich pracy ;-].

Smak...no już napisałem, że jest słodko, i faktycznie jest. Wrażenie dolewki syropu tylko się potęguje, a na finiszu wprowadza niezwykle nieprzyjemny dysonans. Z jednej strony pojawia się trochę nut palonych i goryczki, z drugiej - cały czas mamy te cholerne, słodziusie maliny.

I tak w zasadzie jest przez cały czas. Nie zrozum mnie jednak źle - to jest w sumie całkiem niezgorsze piwo, ale gdy pomyślę o całym jego potencjale,..Nawet chętnie poleżakowałbym, ale skoro zostało spasteryzowane, to na dożarcie słodyczy przez drożdże za bardzo nie mam co liczyć.

Następnym razem proponuję dodać pulpy malinowej, albo soku z samych malin - nawet kosztem dwukrotnego podniesienia ceny, bo przecież te owoce tanie nie są. Tu niestety dodano "zagęszczonego soku owocowego". Stąd też obecność w składzie m.in. soku...jabłkowego ;-]. A ten - jak wiadomo - jest wypełniaczem przy masowej produkcji soków z innych owoców.

Moja ocena: 3/5


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz